Trochę soli , szczypta pieprzu... ciut słodyczy i goryczy.... wszystko w domu wymieszane, nuda, miłość i gadanie.... może wyjdzie,może nie... tak czy owak bliżej poznacie mnie! przedstawiam Wam królestwo moje, na norweskich wodach postawione....

środa, 21 października 2015

JESIENNE PORZĄDKI W OGRODZIE

Wyjątkowo piękna,ciepła,słoneczna jesień pozwoliła nam na dość gruntowne porządki wokół domu.
Przez okres letni  ...nasz ogród rósł tak jak tylko miał na to ochotę...i niestety wyróżniał się na tle innych,zadbanych,równo przyciętych ogrodów sąsiadów.
,,Co się odwlecze to nie uciecze,,...a i roboty jeszcze przybędzie.
Nasze jesienne porządki rozpoczęliśmy od przycinania naszego ogromnego żywopłotu,zamiatania ulicy wokół naszego domu ,zbierania śmieci oraz koszenia trawnika.....





Solidnej pracy wymagało również nasze wejście do domu,które eleganckim nie było.
Wyłożona przed domem kostką brukową ścieżka ,porośnięta była chwastami...
których wyrywać nie cierpię....zwłaszcza tych wyrastających między kostką.
Dziubałam je chyba ze dwie godziny,a i tak efekt nie jest dla mnie zadowalający.
Dlatego wymyśliłam już mały projekt na przyszłą wiosnę, związany właśnie z tą brukowaną ścieżką.






Swojego L. zaciągnęłam również do sklepu po biały singiel,aby dokończyć dawno już zaczętą robotę wokół tarasu.....Zamiast trawy,chwastów i łąki,którą bardzo chciałam mieć jest singiel.
Jest biało,czysto....i najważniejsze- nie trzeba nic z tym robić.....
praktycznie i prosto-lubię to!








W naszych małych ogrodowych porządkach nie mogło zabraknąć przysłowiowej wisienki na torcie,czyli kwiatów w donicach.......które uwielbiam!







Tych nigdy nie mam dość....i myślę,że z czasem moja mała donicowa kolekcja będzie się powiększać.

Mój L obraziłby się na mnie gdybym nie wspomniała tu o naszych nowych,ogrodowych mieszkańcach.....o małej fanaberii mojego męża, czyli o lwach....które teraz pilnie strzegą naszego małego królestwa.



A Wy jak wykorzystujecie ostatnie, ciepłe słoneczne promienie?
U nas dziś jest brzydko,deszczowo i zimno.
do napisania!

czwartek, 15 października 2015

POWRÓT DO CZTERECH ŚCIAN

Dawno nie było już nic na blogu o naszym magicznym domku. Letni czas miał to do siebie,że spędzaliśmy go poza.....domem,na różnych eskapadach tych większych i mniejszych.
Lecz teraz to się zmieni!Na dworze coraz chłodniej,zatem więcej czasu bedziemy spędzać w domu. 
Ja jestem szczególnym zmarźluchem,więc domowe wnętrze w tym szarym okresie musi być ciepłe.
Inspiracje czerpię oczywiście z kolorów,które znajduję na zewnątrz 
w przyrodzie i to one mają uchronić nas przed jesienną chandrą.
Także zapraszam Was do siebie!

Wróciłam do pomarańczu. Kolor ten daje sporo dobrej energii i ciepła.
I mimo lekkiego sprzeciwu mojego L. mnie się podoba.....bo jest inaczej,a wnętrze ma charakter.




Nowością są ogromne,miękkie i wygodne granatowe poduchy na których nieustannie wyleguję się ja,mój L oraz pies.


 Kosze z kolorowymi wrzosami....uwielbiam je!
Wyglądają pięknie oraz elegancko.
Jeden stoi na kozie lub obok (kiedy w kozie się pali),a drugi na stole w jadalni.
Takie dwa jesienne akcenty!




W jadalni króluje (oczywiście) ruda firana,nienachalny brązowy bieżnik, wrzosowy kosz oraz dwie świece o zapachu piernika.








Wieczorami zaś kocham ten widok!



Piętro pozostawiłam już  przyjemnie spokojne i jasne.
                    Mój L mówi,że taka wersja naszej sypialni podoba mu się najbardziej.
               Na oknach znów pojawiły się eleganckie grochy,
a w łóżku poza nami rządzi stonowany brąz.




W przedpokoju na górze do stylowych krzeseł 
( kupionych przez mojego L) doskonale wpasowały się jesienne firany.
Aby nie było zbyt poważnie na fotelach położyłam jasne,pasiaste poduchy.




 W pokoju gościnnym zrezygnowałam na jakiś czas z fioletowych firan i zawiesiłam białe.
Ze wściekłą narzutą, firany komponują się idealnie.....choć nie do końca jesiennie.



O życie tego kwiatka walczę już bardzo długo....
Podczas zeszłorocznych świąt Bożego Narodzenia ....kiedy byliśmy w Polsce....chyba nam zmarzł.
Wcześniej był on pięknym,bujnym drzewkiem,a teraz wygląda trochę mizernie.....choć i tak lepiej niż parę miesięcy temu.




Jeśli chodzi o tzw biuro w naszym domu (które nie jest nim już od dawna)....to temat na zupełnie nowego posta.......

Jutro weekend.....koniec tygodnia i początek! Kocham piątki!
do napisania!

środa, 7 października 2015

BABIE LATO

Pierwsze dni października bezwględnie należą już do jesieni.
Dni są krótsze,poranki chłodniejsze,a wieczory długie i ciemne.
Za oknem słychać kraczące wrony,zwiastujące nadchodzącą zmianę.
Wyraźną,bo dziś po raz pierwszy napaliliśmy w piecu.
Pachnące jeszcze owoce leżą w ogrodzie na trawie,a drzewa tracą swą bujną,kolorową obfitość.
Niebo zasnuło się gęstymi,ciemnoszarymi chmurami,nadszedł zimny wiatr zabierając dyskretnie i ostatecznie odchodzące babie lato.
Na szczęście ostatnie chwile ciepłych dni spędziłam na długich spacerach co rusz wchodząc w długie, srebrne nici.
Niebo schodzi coraz niżej,a ciepłe słońce powoli chowa się za górami gubiąc swoje słote promienie w zielono srebrzystej wodzie.









Norweskie wioski wyglądają jak opuszczone.
W zadbanych i pięknych domach nie widać ani nie słychać rodzinnego życia. 




























do napisania!