Trochę soli , szczypta pieprzu... ciut słodyczy i goryczy.... wszystko w domu wymieszane, nuda, miłość i gadanie.... może wyjdzie,może nie... tak czy owak bliżej poznacie mnie! przedstawiam Wam królestwo moje, na norweskich wodach postawione....

wtorek, 28 czerwca 2016

SANTORINI

Nasze wakacje we dwoje,choć już we troje. Czyli Ciężarówka na wakacjach.
Bardzo długo zastanawiałam się,czy zdecydować się na ten wyjazd. Targało mną mnóstwo wątpliwości,czy w ten sposób nie narażę malucha na niebezpieczeństwo.
Z drugiej tej trochę egoistycznej strony....wypad na wakacje po prostu się należy.
Dyskutowałam z lekarzami,rozmawiałam z bliskimi,czytałam wiele książek i artykułów.....i postanowiłam,że lecimy.
Wykupiliśmy mi dodatkowe ubezpieczenie w razie W.....następnie skrupulatnie się spakowaliśmy i polecieliśmy 4-godzinnym lotem na piękną wyspę Santorini. Lot samolotem nie był zły,choć dosyć męczący.....na pokładzie regularnie piłam wodę,robiłam krążenia stóp i rąk oraz co jakiś czas udawałam się na mały ,,spacer,,. Po przylocie i dotarciu do hotelu....położyłam się na dwie godzinki by odpocząć. I właśnie wtedy po raz pierwsz mój L. gdy przyłożył rękę do brzucha,poczuł solidnego kopniaka. Kto wie...może wyrośnie nam podróżnik? :)
Wizyta w Grecji była już naszym 8 razem,ale pierwszym na tej wyspie.
Santorini to niewielka wyspa pochodzenia wulkanicznego na której ponoć zawsze świeci słońce.
Bajkowa architektura białych domków z niebieskimi kopułami ( jakie dobrze znamy z reklam telewizyjnych) występuję w dwóch miastach Firze ( stolicy wyspy) i Oi ( miejscu,gdzie występują ponoć jedne z najpiękniejszych zachodów słońca). Reszta wyspy to surowy wygląd skał i przesuszonej roślinności. Natomiast widoki.....prawie wszędzie są obłędne! Czyste niebo pięknie łączy się z lazurową wodą,a wszystko podkreśla gorące słońce.
Tydzień wystarczy spokojnie by zwiedzić całą wyspę.


Oia


i ludzie,którzy już zbierają się by podziwiać zachód słońca.





 Fira





600 schodów do starego portu....





 Widoki,gdzieś po drodze...






Miejscowość Kamari




Trafiła nam się również pełnia.


Red Beach





Nasza wakacyjna przygoda w tym roku dobiegła końca i nadszedł czas powrotu.
Dzień wylotu wspominam dość kiepsko. Siódmy dzień z rzędu upały dały mi się już we znaki.
Lotnisko na Santorini jest malutkie i duszne,a co chwilę przylatuje tu i odlatuje mnóstwo samolotów. Musiałam wystać się w wielu kolejkach,które wychodziły aż poza budynek lotniska....
co sprawiło,że bardzo spuchły mi stopy ( tak,że nie było widać na nich kostek).
By było jednak szybciej ja stałam w jednej kolejce,mój L, w drugiej.
Gdy znaleźliśmy się już na strefie bezcłowej....to jęknęłam ze zmęczenia.
Mnóstwo ludzi ( większość Norwegów),mała hala i wszystkie siedzące miejsca zajęte.....ludzie pokładali się dosłownie wszędzie: na ziemi,na schodach,poręczach,gdzie tylko mogli....
i nikt nie ruszył dupy by ustąpić mi miejsca.....a jestem w 6 miesiącu ciąży i chciał nie chciał .....tę ciążę już widać. Mój L. posadził mnie na lotniskowym ,,koszyku,, w którym sprawdzają wielkość bagaży podręcznych przed wejściem na pokład i kazał czekać.....
po chwili wrócił ucieszony,że za winklem jest mała hala i jest sporo pustych miejsc.....
Byłam szczęśliwa i również bezczelna,bo zajęłam aż trzy siedzenia....kładąc się na nich z nogami uniesionymi do góry....i wcale nie stając, gdy przychodzili jacyś gówniarze w poszukiwaniu siedzących miejsc.
Po swoich doświadczeniach,będę zwracała więcej uwagi na kobiety w stanie błogosławionym......
Ludzie! Ustępujmy miejsca!
Sam lot minął szybko i przyjemnie......jesteśmy już całą trójką w domu i czujemy się dobrze....
Następna podróż to kierunek Wrocław....jak co roku. :)
do napisania!

czwartek, 16 czerwca 2016

ROZMOWY Z BRZUCHEM 9

CZWARTEK, 16.06.2016, 22 TYDZIEŃ

Za mną już połowa ciąży. Nie mam pojęcia gdzie i kiedy ten czas leci....nie powiem,żeby mnie to smuciło,bo z dnia na dzień jestem coraz bliżej spotkania swojego synka.
Brzuszek jest już wyraźnie zaokrąglony i świat gołym okiem może ocenić,że jestem w ciąży.
Sama czuję się rewelacyjnie. Mam gorsze dni z powodu wyglądu,nabierania masy i ogólnego przemieniania się w chodzącą kulkę.....za to psychiczny luz jeśli chodzi o jedzenie....szkoda,że nie będzie on mógł zostać ze mną na stałe.
Z rzcezy któych nie mogę,a mam ochotę to kufel zimnego,lanego piwa. :)
Póki co mogę sobie jednak pomarzyć. :)
 Za nami już usg połówkowe.....nasz kochany szkrab rowija się wzorowo....i nie wykryto u niego żadnych niepokojących wad.





Ze szczęścia zaczęliśmy powolutku przygotowywać młodemu pokój.....






A po wizycie u położnej dostałam trochę lektury do czytania.





Tymciowe ruchy z dnia na dzień są coraz bardziej wyczuwalne i widoczne gołym okiem.
Szczególnie aktywny jest rano i wieczorem. Dokładnie i precyzyjnie potrafi kopnąć mnie tak,że zaraz lecę do toalety. Kocham jego szalone wybryki i mój jeszcze lekko deformujący się brzuch.
Z dnia na dzień chcę więcej i częściej.

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami, choć ja swoje już zaczęłam....dziś leci pierwszy dzień mojego cudownie długiego urlopu. A w sobotę razem z L. lecimy na Santorini....nasze greckie wakacje.
Nie ukrywam,że mam trochę obaw...ale kto by ich nie miał na moim miejscu.
Mam jednak nadzieję,że zmiana klimatu,piękne widoki i wakacyjny luz sprawią,że będziemy się czuć z Tymkiem jeszcze lepiej.

do napisania!

poniedziałek, 6 czerwca 2016

PAWILON

W Norwegii przyszło lato....i to nie byle jakie tylko prawdziwe,słoneczne,ciepłe,pełne energii lato.
Długie,piękne dni wszyscy chętnie spędzają na dworze. Mieszkamy w takim rejonie,że gdy tylko pogoda dopisuje....naprawdę jest co robić.
Wielu planuje górskie wyprawy na pobliskie  PREIKESTOLEN bądź KJERAG.
Inni spędzają czas na hyttach tak jak my jakiś czas temu na pięknej wyspie FOGN.
W tym roku jestem ciężarówką i całe lato chodzić będę w ciąży,zatem nasz wypoczynek skupi się głównie na plażowaniu......na pięknych WYBRZEŻACH JAEREN lub wylegiwaniu się w naszym ogrodzie.
Nasz dolny taras od dłuższego czasu nie był wykorzystywany. Lubię go ze względu na wielkość i przestrzeń,ale przez większość roku stał on pusty (TARAS) aż do teraz.
Postawiliśmy pawilon. Wygląda pięknie....jest świeżutki i bielutki. Już żałuję,że taki nie pozostanie na zawsze...ale dziś przypomina mi letni namiot gdzieś na południu Europy.
Przyjemnie jest tam usiąść z garścią czereśni bądź innych owoców i odpoczywać.
Sami zobaczcie....















Mam nadzieję,że piękna pogoda nas nie opuści i będzie dopisywać aż do końca lata.

pozdrawiam
do napisania!