Trochę soli , szczypta pieprzu... ciut słodyczy i goryczy.... wszystko w domu wymieszane, nuda, miłość i gadanie.... może wyjdzie,może nie... tak czy owak bliżej poznacie mnie! przedstawiam Wam królestwo moje, na norweskich wodach postawione....

piątek, 24 lipca 2015

WICHURA

Nadchodził kolejny,letni wieczór we Wrocławiu. Powietrze nadal było duszne i parne.....wentylatory w domu chodziły na maksa chłodząc  nasze nagrzane ciała....wyjątkowo zmęczone upalnym dniem.
 W powietrzu wisiało jednak jakieś napięcie,taka cisza przed burzą.
Czarne chmury powoli nadciągały nad kładące się do snu miasto....na oknach pojawiły się małe krople deszczu,a drzewa zaszumiały strącając wiele małych liści.Do uszu zaczęły docierać odgłosy nadciągającej burzy,przez co ruszyłam się z miejsca by pozamykać okna. Wiatr stał się bardziej porywisty,a deszcz intensywny.....Na głównej ulicy zabrakło prądu,co spotęgowało mrok.
Stałam jak wryta i obserwowałam powoli zanikający, sąsiedni blok ....przez intesywnie pętającą się wszędzie wichurę i deszcz. Błyski i huki w miarę upływu czasu były głośniejsze i mocniejsze,deszcz przybrał postać gradu....który z  siłą eksplozji walił po parapetach,rynnach i ulicach. Współczuję tym,którzy w tym czasie podróżowali.Widziałam jak nie mogące jechać dalej auta zatrzymywały się na środku jezdni....po której płynęły ogromne ilości wody.
Nie widziałam jeszcze tak ciemnej nocy,tak przerażająco szalejącej burzy,trąby powietrznej,czy huraganu. W myślach miałam koniec świata,bo to co widziałam przypominało armagedon.
I tak jak szybko przyszło,tak szybko odeszło. Burza trwała maksymalnie dwadzieścia minut,po czym odeszła jak gdyby nigdy nic. Ludzie stali w oknach i z niedowierzaniem obserwowali zjawisko....siłę natury,żywioł z którym nie mamy szans.
Ulica przypominała rzekę....auta powolutku zaczęły ruszać....a w oddali słychać było  setki karetek i strażaków na sygnale. Tej nocy wiele osób nie spało. Po całym tym zjawisku ludzie wyszli na ulicę sprawdzać swoje zaparkowane samochody i oczyszczać ulice.
Nasz piękny Wrocław poniósł ogromne straty.....setki zniszczonych aut,zerwane dachy,tysiące powalonych drzew,pozrywane linie tramwajowe i szok,który ta wichura po sobie zostawiła.

Oto moja dokumentacja z tej chwili grozy.


















































czwartek, 16 lipca 2015

ODPOWIEDNIA MOTYWACJA

Miejskie trendy jasno wyznaczają nam codzienne ścieżki. Masz być fit....ćwiczyć,
zdrowo jeść i szybko żyć.  Z chęcią wrzuciłam się w ten szalony kocioł ....i nabrałam apetytu na więcej,a łasuch ze mnie ogromny.....choć śpioch także.Mamy lato,ja mam wakacje....więc kupiłam sobie buty do biegania.



....Park Grabiszyński to dobrze znany mi teren, trasy,które gromadzą wiele wspomnień....każda ławka,mała polana,górka,rzeka,czy plac zabaw. Bardzo przyjemna okolica po której będzie mi się, mam nadzieję ,lekko i przyjemnie biegać.....truchtem no bo nie speedem....na początek wystarczy.....i tak wypluję płuca.....byle równo oddychać i trenować w jednym tempie. Nie zapomnieć o rozgrzewce,rozciąganiu i pozytywnym nastawieniu. Szalonej głowie pełnej pomysłów ( czasem głupich) też trening dobrze zrobi.



Codziennie inną trasą,nawet o poranku mijam wiele osób w różnym wieku,które miło i z uśmiechem witają,mówią dzień dobry oraz życzą powodzenia.
Sportowa kultura,życzliwość i wzajemna motywacja.....wystarczy,że wskoczysz w swoje buty.....i już stajesz się częścią małej,gimnastycznej społeczności. 




Ja rozpoczęłam program biegania dla początkujących...,,od zera do 30 minut ciągłego biegu,,
Plan rozpisany jest na 8 tygodni i rozpoczyna się bardzo spokojnymi treningami....a to wszystko po to,by nie wystudzić mojego zapału....a bieganie ma dawać satysfakcję i sprawiać przyjemność.

a






Będzie dobrze......musi być....na szczęście nie biegam sama,a z moją mamą,tylko czemu o siódmej rano? Ja tak kocham spać....no i mam wakacje....














Dzień Dobry we Wrocławiu!