Trochę soli , szczypta pieprzu... ciut słodyczy i goryczy.... wszystko w domu wymieszane, nuda, miłość i gadanie.... może wyjdzie,może nie... tak czy owak bliżej poznacie mnie! przedstawiam Wam królestwo moje, na norweskich wodach postawione....

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

BAŁTYK

Klimat polskiego wybrzeża to szum fal zimnego morza,kolorowe parawany, sklepiki sprzedające pamiątki,smażalnie ryb,bary mleczne, gofry z bitą śmietaną, piwo bosman oraz tłumy turystów.

Nad morze wybrałam się ze swoimi rodzicami....do niewielkiej miejscowości Dziwnów.
Nasz pensjonat znajdował się bardzo blisko plaży,więc mogliśmy spacerować brzegiem i podziwiać zachody słońca. W ciągu tych paru dni,pogoda była cudowna....słońce świeciło pięknie podkreślając złoty kolor miękkiego piasku oraz mieniącą się wodę. Uwielbiam widok morza,przestrzeni i horyzontu....tego miejsca,gdzie zamiast drugiego brzegu.....woda łączy sie z niebem. A wydmy? Też są piękne. Piaszczyste,nierówne górki porośnięte roślinnością.
Za dnia lepiej jednak jest szukać tych bardziej dzikich terenów. Smutne zjawisko kolorowych parawanów zasłania piękno plaż. Ludzie zamiast się integrować,izolują się zagarniając kawałki plaży dla siebie. Gęstość ,,prywatnych,plażowych apartamentów,, jest tak silna,że ciężko było nam czasem z tej plaży wyjść. No cóż...to takie polskie. 
Nie uwieczniałam jednak tłumów,bo po co....a piękne,polskie wybrzeże.
















Mieliśmy jeden zimniejszy dzień w którym wybraliśmy się do Międzyzdroi.
Z sentymentem wspominam to miejsce,gdyż właśnie tu spędzałam swoje romantyczne wakacje z moim L jakieś jedenaście lat temu.
Od tego czasu ten kurort bardzo się zmienił i rozwinął.



I tak zakończyły się moje tegoroczne wakacje...w Polsce.
Z łezką w oku rodzice odwieźli mnie na samolot do Szczecina skąd poleciałam już prosto do swojego domu na norweskich wodach.


Smutno było mi opuszczać rodziców,ale cieszyłam się również na spotkanie z mężem i moim psem.
Takie życie emigranta.
Zawsze gdzieś Cię nie ma,zawsze coś Cię omija i zawsze gdzieś ktoś na Ciebie czeka i za Tobą tęskni.

Do npisania!



wtorek, 25 sierpnia 2015

WROCŁAWSKIE MIGAWKI

Nadszedł czas wyjazdu ....czas pożegnania się z miejskim wypoczynkiem.
Dokładnie nie wiem,gdzie i kiedy uleciało mi tyle dni,godzin i minut.
Tak jakby ktoś pstryknął palcem.
Na rynku bywałam często.Co drugi dzień przechodziłam brukowanym deptakiem,szeroko się uśmiechając. Przystawałam,patrzyłam,obserwowałam......i na ułamek sekundy zatrzymywałam ten czas....a jednak mi mało.
Mało,dlatego że jestem wiecznie nienasycona miastem w którym się urodziłam,wychowałam i dorastałam.

WROCLOVE

Plac Solny to miejsce w którym zakochani zatrzymują się na chwilę.
Znajdują się tu kwiaciarnie wypełnione wieloma,pięknymi kwiatami.
Ciekawe jest to,że otwarte są one aż do późnej nocy....
Latem rozkładana jest tu również miejska plaża. Możemy w centrum miasta odpocząć na leżaku pod palmą....sączyć drinka i spróbować swoich sił na desce skimboardowej.






Rynek....który tętni życiem przez dwanaście miesięcy,siedem dni w tygodniu.....i dwadzieścia cztery godziny na dobę.
...Miejsce pełne historii,ciekawych ludzi oraz wydarzeń...








Wyspa Słodowa
Niewielka wyspa na Odrze znajdująca się tuż obok Starego Miasta.
Miejsce w którym wszędzie słychać muzykę oraz szczęśliwie,odpoczywających ludzi.
Spędzony tu czas zawsze będzie aktywny i pełen atrakcji.



Spacer klimatycznymi uliczkami to piękny widok dla oczu oraz wiele natchnienia dla duszy.











Do zobaczenia we Wrocławiu!

sobota, 22 sierpnia 2015

WROCŁAWSKIE ZOO

Najstarszy i najbardziej znany ogród zoologiczny w Polsce....który mieści się w moim kochanym Wrocławiu.
Jest on miejscem,które kojarzy mi się z corocznymi majówkami oraz moimi urodzinami.Kiedy byłam małą dziewczynką,to miejsce odwiedzałam regularnie.
Nasze zoo w ostatnim czasie przechodzi sporą metamorfozę,dlatego postanowiłam po wielu latach tu wrócić. Powstało potężne afrykarium,wiele zwierząt posiada nowe,większe,bardziej komfortowe wybiegi.....a pawilony są modernizowane.  Potrzeba jednak jeszcze więcej czasu i pieniędzy na resztę zmian. Małpy szczególnie smucą... Serce mi się ścisnęło,gdy weszłam do ich starego pawilonu i zobaczyłam biedne zwierzęta,wiszące niczym skazańce na swoich kratach....patrzące smutnymi oczami,na odwiedzających z aparatami.
Zdałam sobie sprawę iż wyrosłam lub dojrzałam...
Przejrzałam na oczy i dostrzegłam wystraszone,smutne,więzione zwierzęta oraz dziko szalejące i krzyczące tłumy wokół nich. Teren naszego zoo jest piękny,obszerny,zadbany,zabytkowy....ale zwierzęta powinniśmy obserwować i podziwiać z szacunkiem w ich naturalnym środowisku.
Zapraszam na moją relację....




do napisania!

środa, 19 sierpnia 2015

KRÁLÍKY

Będąc na dwudniowym wypadzie z rodzicami mojego L. udało nam się wyskoczyć na chwilę w odwiedziny do sąsiadów.
Wystarczyło tylko wymienić złotówki na korony i przekroczyć granicę w Boboszowie.


Wybór padł na malowniczą miejscowość Králíky leżącą 4 kilometry od granicy z Polską.
Nieduże miasteczko,bardzo czyste i zadbane z uroczym,malutkim ryneczkiem oraz klimatycznymi uliczkami.







 Powód naszych odwiedzin był jasny. Zjeść pyszny,czeski obiad....a dokładnie knedliki.....czyli pospolicie u nas zwane pampuchy ( kluski na parze). Do knedlików koniecznie miała być zasmażana kapusta,czyli zelí. Wielkimi sympatykami czeskiej kuchni jest mój szwagier i jego narzeczona panna A....zatem,gdy usiedliśmy w restauracji,zdałam się na ich wybór. Menu było dla mnie zupełnie niezrozumiałe....za to bardzo zabawne. W swoim życiu w Czechach byłam dwa razy,więc ten język jest mi zupełnie obcy mimo iż ponoć podobny.




 Po dyskusjach,tłumaczeniach i wyborze....podszedł do nas miły Pan i po czeksu mówi:

-Dobrý den .... co dát?
 My głodni zamawiamy, a on nam mówi, że jedzenia z menu dnia już o tej porze nie sprzedają....choć pora jak dla nas całkowicie obiadowa.
Podziękowaliśmy:
- Do widzenia! - krzyknęliśmy i poszliśmy dalej szukać knedli z zelí.
Choć sąsiedzi,po sąsiedzku przyjąć nas nie chcieli.......uważajcie zatem,wybierając się dwa kroki za granicę,na obiadowe pułapki.....bo Czesi w restauracjach obiadów (w małych miejscowościach),w godzinach popołudniowych nie jedzą....za to tłumnie w knajpach siedzą i piją piwo.
Koniec języka za przewodnika.....zapytaliśmy,trochę po czesku,trochę na migi.....
i do fajnej knajpki,przy drodze nareszcie trafiliśmy.


Pan kelner żartowniś wielki....po polsku ładnie gadał....więc z zamówieniami nie mieliśmy problemów....Po niedługim czasie oczekiwania...do stołu przynieśli nam piwo,zupę i upragnione knedle niestety bez zelí....co to były za porcje!


Ceny....zaskakująco niskie....więc po sytym obiedzie,z brzuchami pełnymi...pojechaliśmy wydać ostatnie czeskie korony na łakocie.....czyli máslo pomazankowe. Gdy każdy zrobił zapasy, przyszedł czas powrotu.....nie tyle do kraju,co do Wrocławia.
Trochę zmęczeni,ale szczęśliwi i najedzeni....bezpiecznie wróciliśmy.
I tak zakończyła się nasza dwudniowa przygoda.....Jak widać działo się wiele,bo z kilkudziesięciu wspólnych godzin,powstały trzy obszerne posty....
Dziękuję.
i do napisania!




























sobota, 15 sierpnia 2015

MIĘDZYGÓRZE

Wycieczka do Międzygórza była dla mnie jak sentymentalna podróż w czasie, która zabrała mnie znów w szczenięce lata. Jako małe dziecko wielokrotnie spędzałam w tamtych rejonach wakacje,bawiąc się na letnich koloniach. Dzielnie pokonywałam górksie szlaki,zajadałam się pysznymi lodami,zawierałam przyjaźnie,śpiewałam przy ogniskach i spędzałam szczęśliwie dziecięcy czas. 
Międzygórze jest miejscowością wypoczynkową,w której znajdziemy wiele domów o charakterystycznej architekturze,które tworzą rzadko spotykany klimat. Okolica ma do zaoferowania wiele atrakcji,jest idealnym punktem wypadowym między innymi do bardzo znanej jaskini niedźwiedzia.












Mnie udało się zaliczyć
Wodospad Wilczki,który jest drugim co do wielkości wodospadem w polskich Sudetach. Wokół wodospadu stworzono punkty widokowe,połączone kamiennymi schodami,a nad wodospadem zbudowano mostek,na którym stojąc,możemy rozkoszować się wąwozem,pięknem wody,która spada z impetem do ogromnego kotła.






 Ogród Bajek,baśniową krainę z wieloma drewnianymi figurkami z kreskówek....wszystkim nam dobrze znanym. Z uśmiechem na buzi spacerowałam,między wąskimi ścieżkami,wspominałam i robiłam zdjęcia.....
Pięknie zagospodarowany teren,bardzo zadbany z bogatą roślinnością.









Nic lepszego na imieniny nie mogłam dostać....niż to,że na parę chwil znów stałam się małym dzieckiem. Takie bezcenne,wspólne chwile....zapisane w mojej pamięci, powrót do przeszłości,który w przyszłości będę miło wspominać.
do napisania!