Trochę soli , szczypta pieprzu... ciut słodyczy i goryczy.... wszystko w domu wymieszane, nuda, miłość i gadanie.... może wyjdzie,może nie... tak czy owak bliżej poznacie mnie! przedstawiam Wam królestwo moje, na norweskich wodach postawione....

poniedziałek, 14 marca 2016

OSLO

Spontanty to jest coś co kocham i dopóki mogę staram się zawsze brać w nich udział.
Ostatnim takim wypadem był wyjazd do Oslo.
W ciągu kilku godzin spakowaliśmy siebie i psa do auta i wyruszyliśmy w nieznane mi norweskie tereny.
Trasa do Oslo ze Stavanger jest długa i męcząca....trwa prawie tyle samo co jazda do Wrocławia.
Drogi są górzyste,kręte,z ograniczeniami....a autosrada występuje tylko gdzieniegdzie.
Całość zajęła nam 7 godzin.
Wiecie co....warto było....
Nocowaliśmy w przepięknym mieszkaniu znajomego trola,które znajdowało się w samym centrum.
Czułam się jak królewna w wielkim zamku....









 















 ...w którym jadałam królewskie posiłki i piłam pyszną kawę.







 Na spacery z psem chodziłam do królewskiego ogrodu...wsyatrczyło przejść tylko przez ulicę.













W samym Oslo spędziliśmy całe trzy dni...w sam raz by liznąć choć trochę czegoś nowego... Jako dziecko dużego miasta,czułam się tam jak ryba w wodzie.
Pierwszego dnia poszliśmy w miasto na bardzo długi spacer....
W Oslo wszystko jest inne....bardziej przystępne,normalne,większe....nawet sami Norwegowie zachowują się z większym luzem....czułam ogromną różnicę między sposobem bycia Norwega tam,a zaściankowym zachowaniem tu.











 






























Drugi dzień naszej wyprawy to wypad do najbogatszej dzielnicy, czyli Nordstrand.
Owa dzielnica powstała w 2004 roku.
Umiejscowienie budynków nad brzegiem,ciekawa architektura miejska i piękny widok robią wrażenie. Widać było,że w tych rejonach często się coś dzieje.
W trakcie naszego spaceru....grupa chłopaków kręciła teledysk,a zaraz za nimi spotkaliśmy ekipę telewizyjną  kręcącą jakiś program.







































 Trzeci dzień naszej wyprawy to były już tylko zakupy i obiad w restauracji na któy zabrał mnie mój L. Były to hamburgery w restauracji Fridays do której Norwegowie biją dosłownie drzwiami i oknami.





Czuję,że w najbliższym czasie żadnych spontanów już nie będzie. :)
Tym bardziej cieszę się,że mogłam zwiedzić Oslo....

do napisania!


2 komentarze:

  1. Zazdroszczę ci, ze bylas w Oslo, bo sama niestety nie miałam okazji, a to śliczne miasto :). Jesli chodzi o Norwegię, to miałam okazje zwiedzać tylko mniejsze miasta, np Alesund i raczej wioski. Tak samo ładne, ale jednak co stolica, to stolica :D.
    http://would-be-vikings.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Chociaż raz warto się tam wybrać :)
    Więc jeśli tylko będziesz miała okazję,korzystaj! :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń