Trochę soli , szczypta pieprzu... ciut słodyczy i goryczy.... wszystko w domu wymieszane, nuda, miłość i gadanie.... może wyjdzie,może nie... tak czy owak bliżej poznacie mnie! przedstawiam Wam królestwo moje, na norweskich wodach postawione....

piątek, 24 kwietnia 2015

PIĄTEK

Mówi się, że piątek to koniec tygodnia i początek. Zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100%. Jest to mój ulubiony dzień tygodnia, może dlatego,że właśnie pewnego piątku pojawiłam się na świecie.
Każdy piątek rozpoczyna się jeszcze trwającą ( przez pracę) poranną rutyną, czyli pobudka, poranna toaleta, śniadanie, kawa, make up.
Z każdą minutą po przebudzeniu, tempo wzrasta.









 W piątki pracę kończę zawsze wcześniej.A po pracy ( bo o pracy mówić przecież nie będę), dziś na dworze było było buro i ponuro, postanowiłam więc zaszyć się w fajnej kawiarni ( niekoniecznie cichej, bo zawsze jest w niej pełno ludzi) i poczekać na swojego L. aż skończy załatwianie swoich spraw.Z przyczyn technicznych jeździmy tymczasowo jednym autem. Miałam za to czas na pyszny lunch! Piątek jest grzechu warty.

 


Ten dzień tygodnia jest również sygnałem dla mnie, że nic nie muszę.
Gdzieś w swoim organiźmie odnajduję i włączam reset....całkowity luz tzw chillout.
Po powrocie do domu, zrobiliśmy dzień pieluchowy, czyli wskoczyliśmy w wygodne dresy, zrobiliśmy sok z marchwii i odpoczywaliśmy....Każde z nas w piątki ma w domu czas dla siebie....każdy robi to co chce....ja  przeważnie ucinam sobie konkretną drzemkę, a mój L gra w swoje ulubione gry....i dziś było zupełnie tak samo.
 
 


Dzisiejszego dnia odwaliliśmy też w domu brudną robotę, czyli zrobiliśmy większe sprzątanie....by nie tracić na to czasu przez resztę weekendu.
A teraz relaksujemy się popijając wino i oglądając głupoty w tv.....

Dobranoc i do usłyszenia jutro!

 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz