Trochę soli , szczypta pieprzu... ciut słodyczy i goryczy.... wszystko w domu wymieszane, nuda, miłość i gadanie.... może wyjdzie,może nie... tak czy owak bliżej poznacie mnie! przedstawiam Wam królestwo moje, na norweskich wodach postawione....

poniedziałek, 10 listopada 2014

CO ZA DZIEŃ!


Porządny sen oraz leniwe przedpołudnie ze śniadaniem i kawą w łóżku...wprowadziły mnie w doskonały weekendowy nastrój.
Popołudnie zapowiadało się bardzo interesująco.
Mój L. postanowił zabrać mnie na mecz.
Na początku kręciłam trochę nosem,starając się z tego jakoś wybrnąć, bo muszę przyznać fanką sportu z trybun nie jestem.
- Za późno. Już kupiłem bilety. Mało tego, nie idziemy sami. Razem z nami idą jeszcze Państwo z Kalisza oraz Pan S. ze swoją wybranką serca. 
No to ekstra! W sześć osób kibicowanie może być całkiem zabawne.
Zwłaszcza,że jest to turniejowy mecz hokeja.
Norwegia- Dania.

Razem ze wszystkimi umówiliśmy się już na miejscu.
Hala jest nowoczesna,ładna,a 
 każde miejsce na trybunach jest dobre,bo znajduje się blisko lodowiska. 
Dlatego bez żadnego wysiłku mogliśmy obserwować mecz.
Hokej to bardzo szybki i wbrew pozorom brutalny sport.
Momentami nie nadążałam za latającym krążkiem lub podskakiwałam na krzesełku,gdy zawodnicy wpadali na siebie z siłą. Gdy dochodziło do jakiś spięć, sędziowie wysyłali ich na karę prosto do ,,kozy,,. :)
W jednej drużynie było sześciu świetnych łyżwiarzy...dwie drużyny...to już całkiem porządna dawka testosteronu. :) Było na co popatrzeć....np. bramkarz miał imponujący strój niczym robot transformers...czekałam tylko kiedy zmieni się w ten mały samochodzik i wyjedzie z lodowiska.

Cały mecz to trzy tercje po dwadzieścia minut plus przerwy.
Miałam czas,by swobodnie potrajkotać z panną M....no wiecie, na babskie tematy. :)
Ze spokojną rozmową nie było najmniejszego problemu,bo Norwegowie nie kibicują,nie krzyczą,nie tańczą,nie piszczą i nie wyrażają żadnych emocji.
Naprawdę przydałaby im się oprawa polskich kibiców.
Spotkanie skończyło się remisem co doprowadziło do pięciominutowej dogrywki,a potem karnych.
Norwegia niestety przegrała 3:2.
Po trzech godzinach rozgrywki, nagadani i trochę znudzeni wsiedliśmy do aut i pojechaliśmy prosto do znajomych na walkę. :)
W tym samym gronie siedzieliśmy aż do późnej nocy, by kibicować swoim faworytom.
I mówię Wam....tam emocji nie zabrakło!




Na co dzień hala należy do Stavanger Oilers, najlepszej drużyny w Norwegii.















Byle do piątku.... :)
...do napisania...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz